Panorama Pustek

Historia bitwy


Pułkownik Franciszek Latinik, ówczesny dowódca 100 cieszyńskiego pułku piechoty opisuje dwa dni z maja 1915 roku w swojej książce "Żołnierz polski pod Gorlicami".

Sobota 1 maja

W nocy na dzień 1 maja zbliżano się na całym froncie okopami do pozycyji rosyjskich, w niektórych miejscach oddalonych o 1,5 km od austriackich. Dzień piękny, słoneczny. Wszędzie spokój, jakby przed burzą, tylko płatowce szybowały mrucząc w przestworzu - a oprócz tego setki nożycowych lunet obserwowało okopy nieprzyjacielskie i uderzenia pocisków wstrzeliwującej się artylerii.

O 21 rozpoczęła artyleria austriacka nakazaną palbę na okopy, schrony i drogi przyfrontowe Rosjan. Pod osłoną tego ognia wyruszyły naprzód 56 i 100 pp ok. 22 w nocy.To też, po pokonaniu niektórych placówek zajęły około północy upatrzoną linie szturmową w odległości 200m od drutów nieprzyjacielskich. Ogień artylerii austriackiej, utrzymywany programowo przez całą noc słabnął coraz bardziej z rozpoczynającym się dniem, wreszcie ustał zupełnie przed godziną szóstą.

Niedziela 2 maja

Przepiękny dzień, słoneczny, spokojny, okraszony przepiękną zielenią wiosny. Punktualnie o 6 rano rozpoczyna się na całym froncie armii 11- tej ogień artylerii. Zagrzmiało 700 paszcz armatnich, które wyrzucając stal i żelazo, przeżynają powietrze z sykiem i szumem, skowytem i gwizdem, a wbiwszy sie w pozycje przeciwnika z piekielnym hukiem cisną w górę na kilka metrów wysokości ziemię, kamienie, belki, deski, karabiny i ciała ludzkie. Chmury duszącego dymu zalegają coraz to większą przestrzeń. Dalekonośne "kanony" trzymają pod ogniem drogi przyfrontowe na tyłach nieprzyjaciela.

Od 9 tej rano zaczynają miotacze min niszczycielskie swoje dzieło, jakby rozszalały wulkan od którego trzęsie sie ziemia, okopy drżą i chybocą, przemieniając piękny dzień majowy w piekło grzmotu i ryku. Dochodzą juz przeraźliwe jęki rannych.
Ugrupowane do ataku oddziały wyczekują niecierpliwie godziny 10-tej z zegarkiem w ręku. Wreszcie nadeszła upragnina chwila! Artyleria przeniosła ogień na pozycje tylne nieprzyjaciela, miotacze min zamilkły, gwizdki dają znak - kolumny jak lawina biegną juz do szturmu!

56 pp. i główna grupa uderzeniowa 100 pp. (pierwszy i pół czwartego batalionu pod dowództwem podpułkownika Pittla) zajęły w pierwszym impecie okopy, położone poniżej lasu góry Pustki, w których zostający przy życiu Rosjanie poddali się bez oporu [było to ok. godz. 10.20 rano). Lecz w dalszym ciągu ataku, po wejściu do lasu, trafiono na rowy strzeleckie dla artylerji niewidoczne, z dość liczną obsadą. Wywiązała się zażarta walka na bagnety, połączona z wielkimi po obu stronach stratami. (...) O 10 h 50 m donosi podpułkownik Pittl, iż górę Pustki 449 zdobyły oddziały 56 i 100 pp., i że nieprzyjaciel cofa się w kierunku wschodnim. (...)

Dzięki wytężonej pracy kompanii technicznej zajęły niektóre działa stanowiska ogniowe tuż za tyralierą 100pp kierując ogień na nieprzyjaciela stawiającego jeszcze opór. Kawaleria dywizji 12- tej wysunęła sie na drogę koło kościoła w Łużnej celem odbioru i konwojowania jeńców.

O 13 h zajęły 56 i 100 pp. nową linię, biegnącą od wzgórza 390 na południe, wzdłuż lasu góry Pustki, aż do Podlesia. Ponieważ 39-ta dywizja piechoty honwedów pozostała około 2 klm. w tyle, przeto 56 pp., z obawy przed niebezpieczeństwem flance lewej grożącem, wysłał jeden bataljon w kierunku północnym ku wsi Wiatrówkom. (...)

O 13.30 dowództwo brygady 23-ej powiadomiło, że:
Odwód dywizji,57pp atakować będzie Las Kamieniecki, posuwając się przez Łużnę i Podlesie, aby ułatwić atak 81-ej dywizji niemieckiej, 3 pp piechoty, dotychczasowy odwód korpusu, skierowany został do ataku flankowego na wieś Wiatrówki, celem wzmocnienia natarcia pozostającej w tyle dywizji 39-tej Honvedu. Równocześnie nakazano: 56 i 100 pp. począwszy od 16 h mają być przygotowane do dalszego ataku w kierunku na wieś Moszczenicę, aby zaraz, gdy 57 pp. stanie na równej wysokości z brygadą 23-cią, mógł on rozpocząć atak.
Zgodnie z danym rozkazem rozpoczęto drugi ten atak, w którym osiągnięto do 20 h wieczór wschodni skraj lasu, około półtora klm. Na zachód od wsi Moszczenicy położony, wszakże dalej posunąć się nie było możności a to z powodu silnego ognia piechoty nieprzyjacielskiej i karabinów maszynowych Spóźniona pora utrudniała współdziałanie artylerji i dlatego zadowolono się obsadzeniem tej linji, wysuwając patrole dla wywiadu i ubezpieczenia.

Wszystkie pułki austriackiej dywizji 12-tej posiadały oddział wywiadowczy, tzw. Nachrichten Detachment. Odział ten, w sile kompanii liczącej 180-200 ludzi złożony był z najodważniejszych ochotników, ludzi mniej sposobnych do parad i ćwiczeń, ale za to samodzielnych, nieustraszonych, zupełnie pewnych, bezwzględnych awanturników, szukających przygód zabijaków, a biegłych przy tem nie tylko we władaniu karabinem, ale też granatem ręcznym i nożem. Toteż, gdy pod Moszczenicą ustał nagle ogień nieprzyjacielski, wysłano ów wywiadowczy oddział. Jakoż około północy nadesłał on meldunek, iż nieprzyjaciel opuścił całkowicie Moszczenicę i wzgórza na wschód od Moszczenicy położone.
Podciagnięto zatem kuchnie polowe, wozy amunicyjne itp aby przygotowac się do ataku na dzień następny.

Historia i doświadczenia związane z cmentarzem i I Wojną Światową oczami Pana Zbigniewa Majchera zostały uwiecznione na poniższym nagraniu.

„Mój syn będzie Papieżem”

Michał Wachowski: „Wizja Karola Wojtyły na polu bitwy pod Gorlicami” w 1915 r.

Epizod z życia rodziny Wojtyłów
Jan Uryga

W 1915 r. rozegrała się wielka bitwa pod Gorlicami, w której poległo ponad 20 tys. żołnierzy. Dociekliwi lokalni historycy wyszperali, że w tej największej batalii na froncie wschodnim podczas I wojny światowej uczestniczył ojciec obecnego Papieża, sierżant Karol Wojtyła (pierwszy napisał o tym kilkanaście lat temu za Oceanem w Nowym Dzienniku dr Stanisław Dąbrowski z Buffalo). Karol Wojtyła senior urodził się 18 lipca 1879 r. w podgórskiej wsi Lipnik, odległej o dwadzieścia kilka kilometrów od Wadowic i leżącej tuż pod samym Bielskiem, jako syn krawca Macieja i Anny z domu Przeczek, która była córką piekarza. Prócz szkoły ludowej ukończył trzy klasy gimnazjalne. Przez pewien czas był krawcem. Powołany w 1900 r. do ck armii austriackiej, został podoficerem rachunkowym. Przez kilkanaście lat pracował w intendenturze wojskowej. Był człowiekiem niezwykle solidnym, zdyscyplinowanym, ceniącym ład i porządek. Przełożeni, wystawiając mu opinię, pisali, że jest człowiekiem prawego charakteru, skromnym, łagodnym, dbającym o honor. W ocenach były też wzmianki o jego pięknym piśmie, a także, iż „biegle pisze na maszynie”, co w tamtych czasach nie było chyba częste. Następnie służył we Lwowie, będąc w nadzorze tamtejszej szkoły kadetów. Ale jego właściwą jednostkę stanowił 56. Pułk Piechoty Grafa Dauna, stacjonujący w Wadowicach. Tutaj, w kancelarii wojskowej, spędził najwięcej lat, z tym, że gdy odrodziła się Polska, ową (ck) jednostkę zamienił na 12. Pułk Ziemi Wadowickiej. Jako urzędnik pozostawał w wojsku do 1928 r., kiedy to przeniesiono go w stopniu porucznika w stan spoczynku. Powróćmy znów do pewnego dnia 1915 r. - do okopów pod Gorlicami, gdzie znaleźli się wraz ze swym pułkiem - sierżant Wojtyła i kapral Koszyk. Rosjanie mocno bombardowali pozycje austriacko-węgierskie, wydawało się, że lada moment przerwą obronę. W tej sytuacji ogromnego zagrożenia żołnierze składali Panu Bogu różne obietnice. Kapral Koszyk pewnego dnia rzekł: „Jeśli wyjdę z tego cało, z tego piekła na ziemi, i będę miał syna, to zostanie on księdzem”. Sierżant Wojtyła powiedział, że jego syn nie tylko zostanie księdzem, ale biskupem, kardynałem i papieżem. Czas pokazał, że stało się tak, jak pragnęli obaj. Po latach syn prostego kaprala - Seweryn Koszyk został księdzem i to on rozpowszechnił relację swego ojca, który zmarł, gdy obecny Ojciec Święty był kardynałem. Na jednym z gorlickich wzgórz, zwanym Magdalena, powstał piękny kościół pw. św. Andrzeja Boboli jako wotum dziękczynne na 20-lecie Pontyfikatu Jana Pawła II.

„Ogromna to radość, że na miejscu tak nieludzkiej walki, gdzie kiedyś nienawiść i łamanie Bożego prawa wylały potoki łez i ludzkiej krwi, ale również na miejscu, gdzie Pan Bóg wysłuchał modlitw Ojca Waszej Świątobliwości, stanie kościół” - napisali gorliczanie w liście do Jana Pawła II. Przesłano wówczas Janowi Pawłowi II piękny obraz ukazujący scenę z gorlickich okopów. Obraz namalował Michał Wachowski. Na pierwszym planie - dwaj żołnierze w mundurach austriackich; jeden z nich schyla się po bandaż, który może być odebrany jako biało-czerwony sztandar. Obok leżą karabiny. W tle pojawia się postać Jana Pawła II, a także wojenne cmentarze i nowo wybudowany kościół. Postać ojca na pierwszym planie namalowano na podstawie zachowanej fotografii i to tak wiernie, że sam Jan Paweł II, oglądając ten obraz, powiedział: „Ojciec bardzo podobny”. Dzięki inicjatywie proboszcza parafii na Magdalenie - ks. Andrzeja Muchy powstało niewielkie przykościelne muzeum gromadzące różne pamiątki z przeszłości, m.in. i te związane z bitwą gorlicką.

http://www.niedziela.pl/artykul/72287/nd/„Moj-syn-bedzie-Papiezem”